Kategorie
Skocz do zawartości

Spadek, niebieska karta, rozwód ?


TeddyBear
 Udostępnij

Rekomendowane odpowiedzi


Witam,

Sprawa dotyczy m.in. niebieskiej karty, którą założył dzielnicowy po opowieściach mojej małżonki o mnie i wcześniejszej wizycie policji. Stało się to dwa dni po tym jak moja żona dowiedziała się, że w niedługim czasie dostanę ogromny - jak na jej mniemanie - spadek po umierającej na raka matce. Przypadek ?

Stwierdziłem, że opiszę swoją sytuację na forum może ktoś coś doradzi.


 

Przez wieloletnie awantury wywoływane przez żonę niestety wpadłem w alkohol. Jestem spokojnym typem człowieka. Piłem w domu, ale za dużo jak i też za często. Nie piłem z kolegami, po barach nie chodziłem. Leczę się prywatnie od sierpnia i staram się nie pić. Chodzę na mitingi AA. Zdarzało mi się niestety jeszcze napić jak już nie wytrzymywałem ciągłych krzyków i awantur od rana do wieczora wywoływanych przez żonę - wiem, że to mnie nie tłumaczy bo alkoholu mi do gardła nikt nie wlewa. Od feralnego zdarzenia, które opiszę nie piję - mam dość.

Próbowałem wcześniej terapii indywidualnych w państwowych ośrodkach ale ludzie pracują tam chyba za karę. Terapie grupowe wcale mi nie odpowiadają. Wolę AA, tam przynajmniej przychodzą ludzie ze swojej własnej woli a nie bo ktoś im kazał. Żona chodziła też na jakąś terapię dla współuzależnionych.

Żeby nie było, czuję się współwinny całej zaistniałej sytuacji bo uciekłem jak ostatni idiota w alkohol zamiast zrobić coś z tym wcześniej zanim aż tak eskalowało. Przestrzegam wszystkich przed takim myśleniem - nic się samo nie ułoży tylko jeszcze gorzej spierd....

Mamy dzieci 0.5 i 3.5. Zabieram rodzinę na wycieczki, kąpie dzieciaki, bawię się z nimi, chodzę na basen z synem w każdą niedzielę, zabieram żonę na kolację do restauracji - generalnie kiedy tylko mogę zajmuję się rodziną. W domu robię dużo, naprawiam, remontuję, sprzątam, urządzam. Zabawek i ubrań też chyba nawet więcej niż trzeba. Niczego nikomu nie brakuje.

Kocham żonę jak jest normalna. 

Niestety ostatnio zdarza się to rzadko. Przez większość czasu chodzi wkur...iona. Bo ja ją denerwuję, bo syn ją denerwuje, bo "coś" ją denerwuje, bo "się" denerwuje. Źle odkurzam, źle pranie wieszam, źle zmywam, źle dzieci ubieram i generalnie wszystko robię źle. A generalnie to nic nie robię i ona sama musi wszystko robić.

Zaczęło się rok po ślubie, jakieś 5 lat temu od sporadycznych awantur. Tak coraz dalej i coraz gorzej. Myślałem, że dziecko się urodzi to się zmieni, nic z tego. Przyszło drugie i w ogóle przestała sobie ze sobą radzić i nad sobą panować.

Coraz częściej wpada w furię. Zaczyna krzyczeć, wyzywać mnie, moją rodzinę od najgorszych, kopać meble, pluje na mnie, rzuca się z rękami, prowokuje - teksty w stylu no co nie uderzysz mnie, nie potrafisz się bronić.

Ostatnio powiedziała synowi, że to przez niego te awantury bo ciągle ją wk***ia. Szarpie go, potrząsa nim. Spytałem się jej czy jest normalna i czy wie co ona robi temu dziecku. Powiedziałem jej, że powinna się zgłosić po pomoc bo stosuje przemoc. Skwitowała to tym, że to moja wina bo piłem.

Ręce mam w bliznach od jej paznokci jak się zasłaniam przed jej atakami. Powiedziałem jej, że zgłoszę to na policję jak się nie opanuje. Odpowiedziała, że powie, że się broniła i zacznie krzyczeć ratunku, przyjedzie policja i mnie załatwi.

Sytuacja z czwartku 08.12.

Byłym od początku tygodnia na L4. Żona awanturowała się od rana do wieczora. W czwartek nie dałem rady i jak idiota poszedłem po alkohol. Wieczorem awantura nie z tej ziemi. Wyszedłem na balkon się przewietrzyć. Zamknęła mnie na balkonie, jak otworzyła znów zaczęła się drzeć, wyzywać i z rękoma do mnie. Złapałem ją za ręce i pchnąłem na kanapę, żeby mnie nie uderzyła, nie podrapała, nie ugryzła, nie opluła. Zaczęła się drzeć ratunku, pomocy aż syn zaczął płakać. Sąsiadka zadzwoniła na policję, przyleciał sąsiad. Oczywiście moja wina bo pijany i się awanturuje. Poszedłem się przejść, uspokoić. Jak wróciłem żony z dziećmi nie było. Położyłem się spać (zawsze tak robiłem, napiłem się i szedłem spać-zapomnieć). A tu policja nagle przy łóżku, Pan się ubiera i pójdzie z nami. Pytam grzecznie jakim prawem - bo sąsiedzi zgłosili, że się Pan awanturuje. Pytam się policjanta czy widzi żebym ja był agresywny - mówi, że nie ale muszą mnie zabrać bo sąsiadka zadzwoniła, że płacz dziecka i awantura. Żona powiedziała, że się na nią rzuciłem, ja jestem pod wpływem alkoholu i nie ma o czym w ogóle dyskutować. Okazało się, że żona poszła do sąsiada a potem wpuściła policję do nas do domu - teraz już sam nie wiem czy to nie było celowe i zaplanowane działanie mojej żony od samego początku. Zawieźli mnie na izbę, pomimo że prosiłem, że nie daleko mam do domu mamy - traumatyczne przeżycie. Ja nawet mandatu nigdy nie dostałem.

W piątek 09.12 żona dostała wezwanie na komisariat. Dzielnicowy założył jakąś niebieską kartę. Nikt się do mnie nie zgłosił. Czekałem w poniedziałek - nic.We wtorek sam pojechałem na komisariat. Dzielnicowy, który przyjmował zgłoszenie wyjechał na jakieś szkolenie. Od innego dzielnicowego dowiedziałem się, że żona żadnego zawiadomienia nie zgłosiła. Naopowiadała natomiast, że pije no stop (ciekawe kiedy w takim razie tyram od rana do wieczora jak wół, chodzę na basen z synem w niedzielę, zabieram ich na wyjazdy itd.), znęcam się nad nią psychicznie, poniżam, szarpię, popycham, wykręcam ręce. Stwierdziła, że dziecko widziało te awantury.

Powiedziałem policjantowi, że to z tym obrażaniem, poniżaniem, szarpaniem itp. to jest dokładnie odwrotnie. Ja to co robię to tylko się przed nią bronię i nigdy w życiu na nią ręki nie podniosłem. Z traktowaniem dzieci przez żonę bywa różnie, nie opowiadałem szczegółów. Policjant nic nie pisał, olał mnie. Nikt się ze mną nie kontaktował do tej pory.

Byłem w środę 14.12 na terapii par - dzięki mojej terapeutce od uzależnień tak szybko załatwiłem termin. Terapeutka od terapii par to doświadczona Pani, zajmuje się też uzależnieniami i przemocą w rodzinie.

Tam żona zmieniła już zdanie i powiedziała, że się poszarpaliśmy a nie jak wcześniej twierdziła, że ją pobiłem. Terapeutka jej wytłumaczyła również, że to jej darcie się non stop to nie jest zdenerwowanie które ją usprawiedliwia, jak ona twierdzi, tylko agresja wobec rodziny. Powiedziała nam, że teraz mops zainteresuje się dziećmi. Szczęka jej opadła. Mi też do śmiechu nie jest.

Już po tym spotkaniu żona stwierdziła, że to była zwykła kłótnia i przecież jesteśmy kochającą się rodziną. Normalnie nie wierzyłem w to co słyszę. Tydzień po spotkaniu minął mi jak bym mieszkał z inną osobą. Prawie bez krzyków, miła, proszę, przepraszam, dziękuję, kocha mnie itp.

Nie wiem o co chodzi, podejrzewam że boi się co z dziećmi jak wyjdzie jej zachowanie. Nie zadziała to na jej korzyść na pewno.

Jak pytam o tą niebieską kart to mówi, że była zła i "trochę" przesadziła pod wpływem emocji, była niewyspana i takie brednie. A krzyczała bo się przestraszyła "mojego zachowania". I nie pamięta co powiedziała dzielnicowemu. Dodam, że żona raz deklaruje, że chce normalnie żyć jak rodzina, a za chwilę, że chce rozwodu. Za jakiś czas, że tak tylko w nerwach powiedziała. 

Jak wspomniałem, całe swoje życie poświęcam dla rodziny, wakacje, baseny inne rozrywki. Staram się i robię co mogę żeby wszystko było i ciężko pracuję żeby były na to pieniądze. A tu takie gówno, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Wiem, że przez alkohol nie jestem bez winy ale wyszło na to, że jestem jakimś katem, tyranem, jedynym winnym wszystkiemu złu i w ogóle patologia. Mam normalną pracę, jestem menadżerem, mamy 3 pokoje 60m w bloku - zadbane, nikomu nic nie brakuje. Ostatnio żonie kupiłem auto bo stwierdziła, że jej jest potrzebne.

Co się zmieniło od terapii 14 grudnia. Wytrzymała tydzień - był względny spokój. Następny tydzień z dnia na dzień coraz gorzej.

28.12 byłem z nią na kolejnej terapii małżeńskiej.

W miedzy czasie, 27.12 - dzień przed spotkaniem, żona się na mnie rzuciła i znów zaczęła się ze mną szarpać, potrząsała i szarpała syna. Krzyczy, bluźni, wyzywa, chamsko się zachowuje. Kopie meble, próbowała zrzucić Tv ze ściany, zniszczyła lampę podłogową. Powiedziałem o tym na tej terapii następnego dnia. 

Przyznała się do tego zachowania przed terapeutką, która jej jasno powiedział, że to jest przemoc i ma przestać natychmiast bo jak się mops dowie co wyczynia to dopiero się zaczną problemy z dziećmi. Zaleciła jej terapię dla osób stosujących przemoc - póki co żona nic sobie z tego nie robi. Jak ją pytam to twierdzi, że terapia dla par jej wystarczy i pomoże. Nie bardzo widzę, żeby zaczęła panować nad swoim zachowaniem. Jak tylko jej coś nie pasuje, od razu awantura i agresja. Może chodzi o to, że jak pójdzie na jakąś terapię to potem przy rozwodzie ja to wyciągnę. A tak wygląda na krystaliczną.

Teraz dla odmiany jak syn tylko zapłacze bo np. chce urwać mu głowę bo "nie chce jej na złość" zdjąć swetra to wykrzykuje, że się do niego więcej nie dotknie bo ją do więzienia wsadzą. A on płacze dalej i ją przeprasza, przecież to dziecko i nie wie co się dzieje i nie rozumie tego. Nie wiem co mam robić.

30.12 wrócił dzielnicowy ze szkolenia, któremu 09.12 opowiedziała swoją historyjkę, jaki to ja jestem pijak, kat i tyran. 

Z jej relacji wynika to tak:

Poleciała do niego i powiedziała, że nic się wtedy nie stało. Odpowiedział, że on może tylko wystawić pozytywną opinię i papiery poszły do jakiejś tam Pani z mops. Powiedział żonie żeby się do niej zgłosić to ona może sprawę zakończyć szybciej. Pojechała natychmiast do tej kobiety, która zajmuje się sprawą i napisała oświadczenie, że nie było żadnej przemocy. Nawet nakłamała, że nie było alkoholu. Może chce później powiedzieć, że ja jej kazałem odwołać to zgłoszenie ?

Kobieta w mops powiedział, że nie ma jeszcze papierów i że nie da się tego tak po prostu zamknąć bo oni muszą sprawdzić czy ktoś jej nie zmusza do składania takich oświadczeń i za dużo instytucji jest w to zaangażowanych. Że będzie jakaś komisja z dzielnicowym, kimś z przedszkola (ładnie nas teraz ocenią) z nią i kimś jeszcze.

Żona już mi zapowiedziała, że mi powie co mam mówić - co ona sobie w ogóle umyśliła w tej głowie ? 

 

Czy ta Pani z mops naprawdę nie może tego zamknąć żeby mi do domu nie przyłazili jak do jakiejś patologii ? A może lepiej niech przychodzą ?

Czy ja naprawdę nie mam żadnej realnej możliwości przedstawienia sytuacji z mojej strony i jestem po prostu uznany za jedynego winnego całej sytuacji ?

Czy tu działa zasada kto pierwszy zgłosi ten lepszy i już ?

Sytuacja na ten moment wygląda tak, że ja jestem podejrzany o przemoc. Nic takiego nie miało miejsca a ona dalej szaleje w domu i nie potrafi nad sobą zapanować.

Nie chcę iść do mops i powiedzieć co wyprawia bo nam jeszcze dzieci zabiorą.


Jaka jest teraz kolejność zdarzeń. ?

Czy mnie wezwie dzielnicowy żebym przedstawił swoją wersję zdarzeń. Byłem wcześniej ale mnie olali.

Czy sprawa z Zespołu Interdyscyplinarnego automatycznie idzie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa pomimo braku zgłoszenia ze strony żony ? Czytałem, że wysyłają bo robi im statystyki.

Czytałem coś o jakimś kuratorze też.

Co z dziećmi ? Nie chciałbym żeby teraz syna ciągali po jakiś przesłuchaniach.

Jak to jak najszybciej zamknąć i jak ja mogę pomóc mojej rodzinie w kwestii agresji mojej żony. Chcę żeby poszła na terapię dla osób stosujących przemoc ale on nie chce.


Czy jeśli mnie wezwie Zespół Interdyscyplinarny jest sens tam iść ? Bo słyszałem, że nie ma znaczenia co się powie, oni i tak wiedzą swoje. Czy może lepiej iść i posłuchać. 

 

Przecież ja nie wiem co ona kombinuje. Może sobie wymyśliła rozwód z orzeczeniem mojej winy i teraz zbiera kwity ? 

Jak wygląda kwestia spadu po mojej mamie ? Czy ona cokolwiek będzie do tego miała ? Może to o to jej chodzi i teraz za bardzo nie wie jak grać. Matka póki co jeszcze żyje i walczy z rakiem. Mieszkanie mamy na kredyt więc to chyba jest do podziału jak by co. 

Rozmawiałem z moją matką jak pisała testament jeszcze przed tą całą sytuacją i powiedziała, że nie życzy sobie żeby moja żona nawet grosz dostała z tego spadku w jakikolwiek sposób. Podobno nie ma do tego żadnego prawa - czy to prawda ?

Wygląda na to, że matka przejrzała moją żony zanim ja się zorientowałem o co chodzi.

Może poradzić się prawnika w tej sprawie ? 

Widziałem, że większość poleca kancelarię Mecenas Chróścielewskiej. To ta kancelaria Chróścielewska & Chróścielewski z Kościuszki 98/5 ?



Co ja mam zrobić ? Kupić dyktafon i nagrywać te awantury ?

Przecież to jest jakiś koszmar. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedź.

 

Odnośnie rozdzielności to jestem pewny, że wtedy zacznie się temat rozwodu. Ja jednak chciałbym tą rodzinę ratować. A nie zaogniać sytuację. Chciałbym żeby się dzieci wychowywały z mamą i tatą. Bardzo je kocham. Przecież rozwód to będzie dla nich tragedia. Poza tym biorąc pod uwagę co zaczyna robić z synem i jak szasta małą to boję się, że beze mnie może im się stać krzywda. Na pewno nie będą normalne. Moja matka już wcześniej mi zwracała uwagę na to jak ona traktuje dzieci ale ja tego nie widziałem dopiero jak zaczęło przybierać to formę przemocy fizycznej zobaczyłem co ona wyprawia.

Sytuacja w moim przypadku i polskich sądów będzie wyglądała tak, że sąd orzeknie rozwód z mojej winy, pozbawi mnie praw opieki i dzieci zostaną z tą psychopatką.

Jak by nie było dzieci to już by było po rozwodzie a ja w innym kraju.

 

Znalazłem taką informację odnośnie spadku:

 

"Żona chce wziąć rozwód. W czasie naszego małżeństwa zmarli moi rodzice. Czy spadek po nich należy się obojgu małżonkom, czy jest wyłącznie moją własnością ?

 

Co do przedmiotu sprawy wyjaśniam, że bez względu na to, czy małżonkowie są w trakcie rozwodu, czy też pozostają razem, to otrzymany przez jedno z małżonków spadek nie wchodzi w skład majątku wspólnego. Tym samym nie będzie on podlegał zaliczeniu na poczet majątku dzielonego przy lub po rozwodzie.

Stanowią o tym niżej cytowane przepisy K.r.io.:

„Art. 31. § 1. Z chwilą zawarcia małżeństwa powstaje między małżonkami z mocy ustawy wspólność majątkowa (wspólność ustawowa) obejmująca przedmioty majątkowe nabyte w czasie jej trwania przez oboje małżonków lub przez jednego z nich (majątek wspólny). Przedmioty majątkowe nieobjęte wspólnością ustawową należą do majątku osobistego każdego z małżonków.”

„Art. 33. Do majątku osobistego każdego z małżonków należą:

(…)

2) przedmioty majątkowe nabyte przez dziedziczenie, zapis lub darowiznę, chyba że spadkodawca lub darczyńca inaczej postanowił;”

Zupełnie bez znaczenia pozostaje, co wchodzi w skład owego spadku, bowiem zostanie on odziedziczony tylko przez Pana w części Panu przypadającej obok innych spadkobierców. Do grona tych spadkobierców oczywiście nie należy Pana żona. Jedynym przypadkiem, gdy małżonkowie dziedziczą razem jest wskazanie ich obojga w testamencie, zapisie, poleceniu itp. formach woli spadkodawcy. Tu Pan nic nie wspomina o podobnych rozporządzeniach, dlatego zakładam, że chodzi o dziedziczenie ustawowe w wyniku którego udział spadkowy nie wchodzi do majątku wspólnego, bo jest Pana majątkiem osobistym."

 

 

 

Odnośnie wzywania policji to jak pisałem nie chcę zaogniać sytuacji. Poza tym jak zacznę robić w ten sposób to na bank się mops zainteresuje wtedy dziećmi. A ja chcę tą rodzinę uratować a nie doprowadzić do jej rozpadu.Bardziej myślałem nad jakimś dyktafonem żeby jej pokazać jak się zachowuje. Ale to też ciężki temat bo ona raz twierdzi, że wie, że ma problem ale sama terapia małżeńska jej pomoże. Drugi raz że już jest ok przecież. A zgłosić się po pomoc nie chce pomimo wskazań terapeutki z terapii par.

Przerabiałem temat nie "widzenia problemu" z alkoholem i widzę dokładnie ten sam schemat postępowania, co był u mnie. Tylko tu dochodzi jeszcze to, że nie wiem czy nie robi tego celowo - nie chce się zgłosić po pomoc bo w przypadku rozwodu może to zostać wyciągnięte i wykorzystane przeciwko niej. 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Żadna rada nie bedzie dobra, bo za wszelka cenę chcesz utrzymać rodzinę "w kupie".
Odpowiedz sobie najpierw na pytanie, czy chcesz na siłę ciągnąć fikcję rodziny i skazywać dzieci na patrzenie na ten cyrk, czy może jednak chcesz zawalczyć o siebie i spokój dzieci walcząc o odebranie ich (niezrównoważonej emocjonalnie) matce, czy jesteś gotów na to, aby przyjąć winę "na klatę" nie wiedząc co się stanie, kiedy dzieci zostaną przy matce, bo ty już masz "nagrabione" w różnych instytucjach i może być różnie (sądy źle patrzą na pijących ojców).
Co by ci nie podpowiedzieć.......tak po prawdzie nie wiem czego oczekujesz?
Na żonę nie chcesz "naskakiwać" siebie w pewnym sensie wybielasz, to co chcesz? nikt nie ma mocy sprawczej takiej, aby rozkazać "ma być dobrze" i się stanie.
 
Piszesz tak :"Jak to jak najszybciej zamknąć i jak ja mogę pomóc mojej rodzinie w kwestii agresji mojej żony. Chcę żeby poszła na terapię dla osób stosujących przemoc ale on nie chce."

Na policję zgłaszać nie chcesz ty, na terapię nie chce ona....

Skontaktuj się z prawnikiem

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Na forum nie znajdziesz rozwiązania takich problemów, idź do dobrego !!!! prawnika i z nim porozmawiaj, na pewno Ci pomoże. Dla dzieci życie z psychiczną matką jest większą traumą niż rozwód. Skoro podejrzewasz że ona zbiera na Ciebie materiał do rozwodu to zrób to samo. Jak zobaczy że podjąłeś jakieś kroki to może sie przestraszy i zacznie leczyć, a jak nie to i tak skończy się rozwodem, pytanie tylko jak długo będziesz cierpiał Ty i Twoje dzieci i z kim te dzieci zostaną.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Idź z tym do prawnika tak, jak Ci radzą. Wbrew pozorom nie wszystkie sprawy kończą się rozwodem, a sensowny prawnik podpowie co w Twojej sytuacji zrobić. Ja korzystałam z pomocy mec. Staniszewskiego. Polecam, ale pewnie też do tej pory jakiegoś juz znasz.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 5 lat później...

Jeśli twoje małżeństwo potrzebuje pomocy to polecam terapię małżeńską oferowaną przez Gabinet Psychoterapii i Rozwoju Osobistego mgr Agnieszka Gudaniec. Możecie ją odbyć nawet w wersji online. Polecam, sama uzyskałam pomoc.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Gość Arletta Bolesta

W trakcie rozwodu warto już wziąć pod uwagę ew. kościelny proces o nieważność małżeństwa. Nt. zapraszam do moich artykułów na Tym Portalu, względnie na moją internetową stronę: https://rozwody-koscielne.eu/

dr Arletta Bolesta

adwokat kościelny

mail: a.bolesta@op.pl

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 2 tygodnie później...
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

Ładowanie
 Udostępnij

×
×
  • Dodaj nową pozycję...