Skocz do zawartości


Odpowiadanie w temacie: widzenia z ojcem gdy dziecko zostaje z matką:co sądy zasądzają?


Opcje wiadomości

Zarejestruj się na forum!

Dzięki rejestracji nikt nie użyje Twojego nicka.
Rejestracja zajmuje tylko chwilę!

Logowanie » Rejestracja


  • PODAJ SŁOWNIE wynik: 9 + 1 =

    wraz z polskimi znakami jeśli takie występują.
  lub Anuluj


Podsumowanie tematu

Napisano wczoraj, 11:35

Słuchajcie... Ja mam dylemat... Chciałabym żeby mój trzy letni synek miał kontakt z tatą, ale jego ojciec nadużywa alkoholu co roku musi się zażywać. Właśnie podczas ciągu alkoholowego wyrzucił mnie z dzieckiem z domu. Teraz upiera się że chce zabierać syna do siebie bez mojej obecności. W domu ma nową kobietę, której nigdy nie widziałam na oczy. Nie mam pojęcia czy przypadkiem nie będzie mu towarzyszyć w piciu. Szczerze mówiąc boję się dawać synka samego bo jak zacznie chlać to mały sobie nie poradzi. Dodam że tatuś po alkoholu jest agresywny. Dysponuję nagraniami gdzie mnie wyzywa i mówi że mnie i dziecka już nie ma ale czy to ma jakieś znaczenie dla sądu?

Oczywiście, że ma znaczenie. Przedstaw sprawę w sądzie, tak jak tu opisałaś, a wtedy sąd oceni, czy taki ojciec może sprawować opiekę nad dzieckiem.

Napisano 09 grudzień 2018 - 22:39

Słuchajcie... Ja mam dylemat... Chciałabym żeby mój trzy letni synek miał kontakt z tatą, ale jego ojciec nadużywa alkoholu co roku musi się zażywać. Właśnie podczas ciągu alkoholowego wyrzucił mnie z dzieckiem z domu. Teraz upiera się że chce zabierać syna do siebie bez mojej obecności. W domu ma nową kobietę, której nigdy nie widziałam na oczy. Nie mam pojęcia czy przypadkiem nie będzie mu towarzyszyć w piciu. Szczerze mówiąc boję się dawać synka samego bo jak zacznie chlać to mały sobie nie poradzi. Dodam że tatuś po alkoholu jest agresywny. Dysponuję nagraniami gdzie mnie wyzywa i mówi że mnie i dziecka już nie ma ale czy to ma jakieś znaczenie dla sądu?

Napisano 29 listopad 2018 - 19:46

Witam!
Moim problemem jest moj byly partner z ktorym mam prawie dwu-letniego synka. Nie jestesmy juz razem 8 miesiecy. Zostawil mnie sama z dzieckiem z dnia na dzien informujac telefonicznie ze odchodzi bo woli sie bawic (od zawsze mial problem z narkotykami), bez srodkow do zycia, bez zadnych wyjasnien... po rozstaniu sporadycznie przyjezdzal do dziecka na godzine lub dwie do dziecka. Po kilku wizytach przestal przyjezdzac, nie interesowal sie dzieckiem, nie pytal o jego zdrowie, rozwoj czy co kolwiek innego. Nie widzial go dwa miesiace, w tym czasie bardzo imprezowal i wielokrotnie upewnial mnie w tym ze tym razem sie zmienia, ze chodzi na terapie od uzaleznien, ze chce znowu przyjezdzac do dziecka. Zgodzilam sie dla dobra dziecka zeby poprawil te relacje z synem, zeby mogl tez mnie troche odciazyc od codziennych obowiazkow przy malym dziecku poniewaz mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu i pracuje calymi dniami. Wielokrotnie umawial sie na wizyte, dokladnie pytalam na ktora ma zamiar przyjechac, ile czasu spedzic z dzieckiem i jak wygospodarowac ten czas. Konczylo sie na tym ze przyjezdzal, bawil sie chwile z dzieckiem albo tylko patrzyl na niego z daleka, po godzinie wychodzil pod pretektem zalatwienia pilnej sprawy albo w ogole nie przyjezdzal. Uznalam ze robi tym ogromna krzywde dziecku ze raz on jest w zyciu dziecka a pozniej nagle znika na dlugi okres i tak w kółko, zdazalo sie takze ze mijal dziecko na ulicy bez slowa... po raz kolejny przestal przyjezdzac,znowu minely dwa miesiace az wkoncu dostalam od niego telefon ze zlozyl wniosek do sadu o widzenia z dzieckiem. Mimo tego ze pozwalalam mu przyjezdzac do dziecka, ustalilismy wspolnie dni w ktore moze przyjezdzac on poszedl do sadu. Nie przyjezdzal w dni ktore zostaly ustalone, dzwonil zawsze w inny dla niego wygodny dzien ze chce zobaczyc dziecko, wiedzac ze mu odmowie poniewaz na co dzien pracuje. Wiele razy odmawialam mu spotkania ale tylko ze wzgledu na to ze bylam w pracy do pozna, ze wzgledu na to ze ma problem z narkotykami boje mu sie powierzyc dziecko, poniewaz zdazaly sie tez sytuacje ze przyjezdzal na wizyte oduzony... byly momenty ze robil sie bardzo agresywny, wyzywal mnie. Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejsc i czego spodziewac sie na rozprawie.... nie chce utrudniac mu kontaktow i zabraniac sie spotykac z dzieckiem, zalezy mi tylko na tym zeby trzymal sie ustalen, jesli ustalimy konkretnie ze spedza czas z dzieckiem w takich i takich godzinach to zeby tak bylo, po ostatniej kolejnej krotkiej wizycie poprosilam go zeby do rozprawy i do ustalenia dni spotkan przez sad nie dzwonil do mnie i nie przyjezdzal poniewaz nie mam ochoty znowu sie z nim urzerac i patrzec na to jak dziecko cierpi przynajmniej raz w tygodbiu i teskni za ojcem ktoey pokaze mu sie tylko na chwile. Moze ktos z was moglby mi podpowiedziec czego moglabym sie spodziewac na rozprawie?
Czy nie zaszkodze sobie tym jesli faktycznie bede unikac tych spotkan do rozprawy tlumaczac sie bardzo nie regularnymi i krótkimi wizytami..?
Czy to ze ojciec dziecka umawia sie na spotaknie i nie przyjezdza ma tez jakis wplyw?
Z gory dziekuje za wszystkie odpowiedzi !!
Pozdrawiam !

 


Witam!
Moim problemem jest moj byly partner z ktorym mam prawie dwu-letniego synka. Nie jestesmy juz razem 8 miesiecy. Zostawil mnie sama z dzieckiem z dnia na dzien informujac telefonicznie ze odchodzi bo woli sie bawic (od zawsze mial problem z narkotykami), bez srodkow do zycia, bez zadnych wyjasnien... po rozstaniu sporadycznie przyjezdzal do dziecka na godzine lub dwie do dziecka. Po kilku wizytach przestal przyjezdzac, nie interesowal sie dzieckiem, nie pytal o jego zdrowie, rozwoj czy co kolwiek innego. Nie widzial go dwa miesiace, w tym czasie bardzo imprezowal i wielokrotnie upewnial mnie w tym ze tym razem sie zmienia, ze chodzi na terapie od uzaleznien, ze chce znowu przyjezdzac do dziecka. Zgodzilam sie dla dobra dziecka zeby poprawil te relacje z synem, zeby mogl tez mnie troche odciazyc od codziennych obowiazkow przy malym dziecku poniewaz mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu i pracuje calymi dniami. Wielokrotnie umawial sie na wizyte, dokladnie pytalam na ktora ma zamiar przyjechac, ile czasu spedzic z dzieckiem i jak wygospodarowac ten czas. Konczylo sie na tym ze przyjezdzal, bawil sie chwile z dzieckiem albo tylko patrzyl na niego z daleka, po godzinie wychodzil pod pretektem zalatwienia pilnej sprawy albo w ogole nie przyjezdzal. Uznalam ze robi tym ogromna krzywde dziecku ze raz on jest w zyciu dziecka a pozniej nagle znika na dlugi okres i tak w kółko, zdazalo sie takze ze mijal dziecko na ulicy bez slowa... po raz kolejny przestal przyjezdzac,znowu minely dwa miesiace az wkoncu dostalam od niego telefon ze zlozyl wniosek do sadu o widzenia z dzieckiem. Mimo tego ze pozwalalam mu przyjezdzac do dziecka, ustalilismy wspolnie dni w ktore moze przyjezdzac on poszedl do sadu. Nie przyjezdzal w dni ktore zostaly ustalone, dzwonil zawsze w inny dla niego wygodny dzien ze chce zobaczyc dziecko, wiedzac ze mu odmowie poniewaz na co dzien pracuje. Wiele razy odmawialam mu spotkania ale tylko ze wzgledu na to ze bylam w pracy do pozna, ze wzgledu na to ze ma problem z narkotykami boje mu sie powierzyc dziecko, poniewaz zdazaly sie tez sytuacje ze przyjezdzal na wizyte oduzony... byly momenty ze robil sie bardzo agresywny, wyzywal mnie. Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejsc i czego spodziewac sie na rozprawie.... nie chce utrudniac mu kontaktow i zabraniac sie spotykac z dzieckiem, zalezy mi tylko na tym zeby trzymal sie ustalen, jesli ustalimy konkretnie ze spedza czas z dzieckiem w takich i takich godzinach to zeby tak bylo, po ostatniej kolejnej krotkiej wizycie poprosilam go zeby do rozprawy i do ustalenia dni spotkan przez sad nie dzwonil do mnie i nie przyjezdzal poniewaz nie mam ochoty znowu sie z nim urzerac i patrzec na to jak dziecko cierpi przynajmniej raz w tygodbiu i teskni za ojcem ktoey pokaze mu sie tylko na chwile. Moze ktos z was moglby mi podpowiedziec czego moglabym sie spodziewac na rozprawie?
Czy nie zaszkodze sobie tym jesli faktycznie bede unikac tych spotkan do rozprawy tlumaczac sie bardzo nie regularnymi i krótkimi wizytami..?
Czy to ze ojciec dziecka umawia sie na spotaknie i nie przyjezdza ma tez jakis wplyw?
Z gory dziekuje za wszystkie odpowiedzi !!
Pozdrawiam !

 

 

cóż twoja sytuacja jest bolesna jednak moja bratowa ,odstawiła taki cyrk że powinno być to dla każdej , z matek w Polsce przestrogą  . I matki powinny stracić prawa do opieki 


Napisano 29 listopad 2018 - 19:46

Witam!
Moim problemem jest moj byly partner z ktorym mam prawie dwu-letniego synka. Nie jestesmy juz razem 8 miesiecy. Zostawil mnie sama z dzieckiem z dnia na dzien informujac telefonicznie ze odchodzi bo woli sie bawic (od zawsze mial problem z narkotykami), bez srodkow do zycia, bez zadnych wyjasnien... po rozstaniu sporadycznie przyjezdzal do dziecka na godzine lub dwie do dziecka. Po kilku wizytach przestal przyjezdzac, nie interesowal sie dzieckiem, nie pytal o jego zdrowie, rozwoj czy co kolwiek innego. Nie widzial go dwa miesiace, w tym czasie bardzo imprezowal i wielokrotnie upewnial mnie w tym ze tym razem sie zmienia, ze chodzi na terapie od uzaleznien, ze chce znowu przyjezdzac do dziecka. Zgodzilam sie dla dobra dziecka zeby poprawil te relacje z synem, zeby mogl tez mnie troche odciazyc od codziennych obowiazkow przy malym dziecku poniewaz mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu i pracuje calymi dniami. Wielokrotnie umawial sie na wizyte, dokladnie pytalam na ktora ma zamiar przyjechac, ile czasu spedzic z dzieckiem i jak wygospodarowac ten czas. Konczylo sie na tym ze przyjezdzal, bawil sie chwile z dzieckiem albo tylko patrzyl na niego z daleka, po godzinie wychodzil pod pretektem zalatwienia pilnej sprawy albo w ogole nie przyjezdzal. Uznalam ze robi tym ogromna krzywde dziecku ze raz on jest w zyciu dziecka a pozniej nagle znika na dlugi okres i tak w kółko, zdazalo sie takze ze mijal dziecko na ulicy bez slowa... po raz kolejny przestal przyjezdzac,znowu minely dwa miesiace az wkoncu dostalam od niego telefon ze zlozyl wniosek do sadu o widzenia z dzieckiem. Mimo tego ze pozwalalam mu przyjezdzac do dziecka, ustalilismy wspolnie dni w ktore moze przyjezdzac on poszedl do sadu. Nie przyjezdzal w dni ktore zostaly ustalone, dzwonil zawsze w inny dla niego wygodny dzien ze chce zobaczyc dziecko, wiedzac ze mu odmowie poniewaz na co dzien pracuje. Wiele razy odmawialam mu spotkania ale tylko ze wzgledu na to ze bylam w pracy do pozna, ze wzgledu na to ze ma problem z narkotykami boje mu sie powierzyc dziecko, poniewaz zdazaly sie tez sytuacje ze przyjezdzal na wizyte oduzony... byly momenty ze robil sie bardzo agresywny, wyzywal mnie. Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejsc i czego spodziewac sie na rozprawie.... nie chce utrudniac mu kontaktow i zabraniac sie spotykac z dzieckiem, zalezy mi tylko na tym zeby trzymal sie ustalen, jesli ustalimy konkretnie ze spedza czas z dzieckiem w takich i takich godzinach to zeby tak bylo, po ostatniej kolejnej krotkiej wizycie poprosilam go zeby do rozprawy i do ustalenia dni spotkan przez sad nie dzwonil do mnie i nie przyjezdzal poniewaz nie mam ochoty znowu sie z nim urzerac i patrzec na to jak dziecko cierpi przynajmniej raz w tygodbiu i teskni za ojcem ktoey pokaze mu sie tylko na chwile. Moze ktos z was moglby mi podpowiedziec czego moglabym sie spodziewac na rozprawie?
Czy nie zaszkodze sobie tym jesli faktycznie bede unikac tych spotkan do rozprawy tlumaczac sie bardzo nie regularnymi i krótkimi wizytami..?
Czy to ze ojciec dziecka umawia sie na spotaknie i nie przyjezdza ma tez jakis wplyw?
Z gory dziekuje za wszystkie odpowiedzi !!
Pozdrawiam !

 


Witam!
Moim problemem jest moj byly partner z ktorym mam prawie dwu-letniego synka. Nie jestesmy juz razem 8 miesiecy. Zostawil mnie sama z dzieckiem z dnia na dzien informujac telefonicznie ze odchodzi bo woli sie bawic (od zawsze mial problem z narkotykami), bez srodkow do zycia, bez zadnych wyjasnien... po rozstaniu sporadycznie przyjezdzal do dziecka na godzine lub dwie do dziecka. Po kilku wizytach przestal przyjezdzac, nie interesowal sie dzieckiem, nie pytal o jego zdrowie, rozwoj czy co kolwiek innego. Nie widzial go dwa miesiace, w tym czasie bardzo imprezowal i wielokrotnie upewnial mnie w tym ze tym razem sie zmienia, ze chodzi na terapie od uzaleznien, ze chce znowu przyjezdzac do dziecka. Zgodzilam sie dla dobra dziecka zeby poprawil te relacje z synem, zeby mogl tez mnie troche odciazyc od codziennych obowiazkow przy malym dziecku poniewaz mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu i pracuje calymi dniami. Wielokrotnie umawial sie na wizyte, dokladnie pytalam na ktora ma zamiar przyjechac, ile czasu spedzic z dzieckiem i jak wygospodarowac ten czas. Konczylo sie na tym ze przyjezdzal, bawil sie chwile z dzieckiem albo tylko patrzyl na niego z daleka, po godzinie wychodzil pod pretektem zalatwienia pilnej sprawy albo w ogole nie przyjezdzal. Uznalam ze robi tym ogromna krzywde dziecku ze raz on jest w zyciu dziecka a pozniej nagle znika na dlugi okres i tak w kółko, zdazalo sie takze ze mijal dziecko na ulicy bez slowa... po raz kolejny przestal przyjezdzac,znowu minely dwa miesiace az wkoncu dostalam od niego telefon ze zlozyl wniosek do sadu o widzenia z dzieckiem. Mimo tego ze pozwalalam mu przyjezdzac do dziecka, ustalilismy wspolnie dni w ktore moze przyjezdzac on poszedl do sadu. Nie przyjezdzal w dni ktore zostaly ustalone, dzwonil zawsze w inny dla niego wygodny dzien ze chce zobaczyc dziecko, wiedzac ze mu odmowie poniewaz na co dzien pracuje. Wiele razy odmawialam mu spotkania ale tylko ze wzgledu na to ze bylam w pracy do pozna, ze wzgledu na to ze ma problem z narkotykami boje mu sie powierzyc dziecko, poniewaz zdazaly sie tez sytuacje ze przyjezdzal na wizyte oduzony... byly momenty ze robil sie bardzo agresywny, wyzywal mnie. Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejsc i czego spodziewac sie na rozprawie.... nie chce utrudniac mu kontaktow i zabraniac sie spotykac z dzieckiem, zalezy mi tylko na tym zeby trzymal sie ustalen, jesli ustalimy konkretnie ze spedza czas z dzieckiem w takich i takich godzinach to zeby tak bylo, po ostatniej kolejnej krotkiej wizycie poprosilam go zeby do rozprawy i do ustalenia dni spotkan przez sad nie dzwonil do mnie i nie przyjezdzal poniewaz nie mam ochoty znowu sie z nim urzerac i patrzec na to jak dziecko cierpi przynajmniej raz w tygodbiu i teskni za ojcem ktoey pokaze mu sie tylko na chwile. Moze ktos z was moglby mi podpowiedziec czego moglabym sie spodziewac na rozprawie?
Czy nie zaszkodze sobie tym jesli faktycznie bede unikac tych spotkan do rozprawy tlumaczac sie bardzo nie regularnymi i krótkimi wizytami..?
Czy to ze ojciec dziecka umawia sie na spotaknie i nie przyjezdza ma tez jakis wplyw?
Z gory dziekuje za wszystkie odpowiedzi !!
Pozdrawiam !

 

 

cóż twoja sytuacja jest bolesna jednak moja bratowa ,odstawiła taki cyrk że powinno być to dla każdej , z matek w Polsce przestrogą  . I matki powinny stracić prawa do opieki 


Napisano 13 lipiec 2018 - 19:21

Ja jestem matką. Córka 6 lat mieszka ze mną. Rodk napisało żeby ojciec miał kontakty kiedy ja pracuje. To ja wg Rodk mam zostać głównym opiekunem. I tak ojciec miał pon i środy 15-19 oraz piątek od 15 do soboty do 16 bo ja pracuje też w soboty. I po badaniu Rodk sędzia rozszerza mu kontakty weekendowe w co drugi weekend piątek 15.00 do poniedziałku 19. A pozostałe weekendy co drugie piątek 15 do soboty do 16. Ja mam tylko co druga niedziele. Żadnego weekendu. Zrezygnowałam z pracy w co druga sobotę i złożyłam wniosek żeby mi sędzia dala co drugi weekend. Odpisała ze jest to kuriozum bo jako matka powinnam wiedzieć że dziecko potrzebuje ojca. A matki? Spędzam z dzieckiem mniej czasu niż ojciec. Nie mam żadnego weekendu. Teoretycznie córka nadal mieszka przy matce jak pisało Rodk. Pomocy. Bo wynika to chyba z tego ze mój ex jest adwokatem w Krakowie i rozwodze się też w Krakowie. Sprawiedliwość Sądów? Wątpię.

Napisano 22 luty 2018 - 01:08

Ja mam podobnie. Ojciec przyjerzdza do naszego dziecka do mnie do domu dwa razy w tygodniu i siedzi od południa do nocy i nic nie robi tylko gadapl wkurzasz mnie to ale to przecież tatuś. Ale jak chce żeby wziął :o do siebie to już mi się nie podoba i wygląda to tak jakby po prostu mu się nie chciało dzieckiem zajmowac i żebym tylko nie miała czasem chwili dla siebie bo mogłabym przecież się z kimś spotykać. On chce mieć nade mną kontrolę a ja czuje się osaczona i wręcz nekana. PS dogadanie się nie wchodzi w grę bo on nie liczy się z niczyim zdaniem. Chora ta sytuacja.

Napisano 22 luty 2018 - 00:51

A mój były zabiera córkę kiedy chcę ale gdy pytam czy weźmie ja na noc to mówi że chyba na głowę upadła i jak chcę mieć chwilę dla sobie Toma sobie niźli szukać czy to coś złego że matka chcę mieć też swoje 5monut dla siebiem


Napisano 22 luty 2018 - 00:49

A mój były zabiera córkę kiedy chcę ale gdy pytam czy weźmie ja na noc to mówi że chyba na głowę upadła i jak chcę mieć chwilę dla sobie Toma sobie niźli szukać czy to coś złego że matka chcę mieć też swoje 5monut dla siebiem


Meggi34

Napisano 12 styczeń 2018 - 10:23

Witam!
Moim problemem jest moj byly partner z ktorym mam prawie dwu-letniego synka. Nie jestesmy juz razem 8 miesiecy. Zostawil mnie sama z dzieckiem z dnia na dzien informujac telefonicznie ze odchodzi bo woli sie bawic (od zawsze mial problem z narkotykami), bez srodkow do zycia, bez zadnych wyjasnien... po rozstaniu sporadycznie przyjezdzal do dziecka na godzine lub dwie do dziecka. Po kilku wizytach przestal przyjezdzac, nie interesowal sie dzieckiem, nie pytal o jego zdrowie, rozwoj czy co kolwiek innego. Nie widzial go dwa miesiace, w tym czasie bardzo imprezowal i wielokrotnie upewnial mnie w tym ze tym razem sie zmienia, ze chodzi na terapie od uzaleznien, ze chce znowu przyjezdzac do dziecka. Zgodzilam sie dla dobra dziecka zeby poprawil te relacje z synem, zeby mogl tez mnie troche odciazyc od codziennych obowiazkow przy malym dziecku poniewaz mieszkam sama w wynajmowanym mieszkaniu i pracuje calymi dniami. Wielokrotnie umawial sie na wizyte, dokladnie pytalam na ktora ma zamiar przyjechac, ile czasu spedzic z dzieckiem i jak wygospodarowac ten czas. Konczylo sie na tym ze przyjezdzal, bawil sie chwile z dzieckiem albo tylko patrzyl na niego z daleka, po godzinie wychodzil pod pretektem zalatwienia pilnej sprawy albo w ogole nie przyjezdzal. Uznalam ze robi tym ogromna krzywde dziecku ze raz on jest w zyciu dziecka a pozniej nagle znika na dlugi okres i tak w kółko, zdazalo sie takze ze mijal dziecko na ulicy bez slowa... po raz kolejny przestal przyjezdzac,znowu minely dwa miesiace az wkoncu dostalam od niego telefon ze zlozyl wniosek do sadu o widzenia z dzieckiem. Mimo tego ze pozwalalam mu przyjezdzac do dziecka, ustalilismy wspolnie dni w ktore moze przyjezdzac on poszedl do sadu. Nie przyjezdzal w dni ktore zostaly ustalone, dzwonil zawsze w inny dla niego wygodny dzien ze chce zobaczyc dziecko, wiedzac ze mu odmowie poniewaz na co dzien pracuje. Wiele razy odmawialam mu spotkania ale tylko ze wzgledu na to ze bylam w pracy do pozna, ze wzgledu na to ze ma problem z narkotykami boje mu sie powierzyc dziecko, poniewaz zdazaly sie tez sytuacje ze przyjezdzal na wizyte oduzony... byly momenty ze robil sie bardzo agresywny, wyzywal mnie. Nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejsc i czego spodziewac sie na rozprawie.... nie chce utrudniac mu kontaktow i zabraniac sie spotykac z dzieckiem, zalezy mi tylko na tym zeby trzymal sie ustalen, jesli ustalimy konkretnie ze spedza czas z dzieckiem w takich i takich godzinach to zeby tak bylo, po ostatniej kolejnej krotkiej wizycie poprosilam go zeby do rozprawy i do ustalenia dni spotkan przez sad nie dzwonil do mnie i nie przyjezdzal poniewaz nie mam ochoty znowu sie z nim urzerac i patrzec na to jak dziecko cierpi przynajmniej raz w tygodbiu i teskni za ojcem ktoey pokaze mu sie tylko na chwile. Moze ktos z was moglby mi podpowiedziec czego moglabym sie spodziewac na rozprawie?
Czy nie zaszkodze sobie tym jesli faktycznie bede unikac tych spotkan do rozprawy tlumaczac sie bardzo nie regularnymi i krótkimi wizytami..?
Czy to ze ojciec dziecka umawia sie na spotaknie i nie przyjezdza ma tez jakis wplyw?
Z gory dziekuje za wszystkie odpowiedzi !!
Pozdrawiam !

Zawsze smiesza mnie takie "madki" , które oczerniają swoich byłych partnerów na łamach forum , a same są oczywiście bez skazy ... Skoro ojciec poszedł do sądu , to widocznie zależy mu na dziecku i na widywaniu go , ale może nie odpowiadja mu Twoje warunki, a on też ma prawo do ustalania takich kwestii...
Napisałaś o narkotykach , jeśli nie masz dowodów na to , ze na chwilę obecną bierze narkotyki to sąd nie wezmie w ogole pod uwagę Twoich domniemywań . Były partner może Cie oskrżyć o pomowienia .Liczy sie to co jest teraz , a nie co było , bo kwestia ustalenia opieki na dzieckiem to nie kara dla ojca , ze Cie zostawił i że brał narkotyki , tylko sposób wychowywania go po rozpadzie waszego związku .

Także mniej zawiści , więcej luzu a na pewno wszystko będzie w porządku


ZosiaA

Napisano 05 październik 2017 - 14:19

Pewnie tak jak napisałaś


Podgląd całego tematu (otwiera nowe okno)